Jak stworzyłam własną dietę?
Chciałabym opisać moją historię, bo wierzę, że może być ona inspiracją dla każdego. Co więcej, tak naprawdę to my powinniśmy dostosować wytyczne żywieniowe do siebie, a nie na siłę naginać się do jakichś diet. Trzeba pamiętać, że każdy z nas jest inny, ma odmienne preferencje żywieniowe, lubi inne produkty i ma różny styl życia, a ten również mocno wpływa na podejmowane przez nas wybory. I to nie jest tak, że swoją dietę buduje się i wdraża za jednym zamachem. Mi to zajęło kilka lat zanim sprawdziłam, co lubię, co mi służy, jak się czuję po różnych produktach i co powinnam jeść mając na uwadze mój aktywny styl życia. Zapraszam do lektury
Jak to się zaczęło?
Przez długi czas myślałam o diecie tak, jak myśli o niej wiele osób, że istnieje jakiś gotowy model żywienia, do którego po prostu trzeba się dopasować. Wystarczy znaleźć odpowiedni plan, trzymać się rozpiski i czekać na efekty. Z czasem zrozumiałam jednak, że tak naprawdę działa to odwrotnie. To nie człowiek powinien podporządkowywać się diecie za wszelką cenę, ale sposób odżywiania powinien być dopasowany do człowieka.
Każdy z nas funkcjonuje inaczej. Mamy różne preferencje smakowe, inną tolerancję na poszczególne produkty, odmienny poziom aktywności fizycznej, a także zupełnie różny styl życia. Ktoś pracuje przy biurku, ktoś inny jest stale w ruchu. Jedna osoba lubi trzy większe posiłki, druga lepiej czuje się, jedząc częściej i mniej. To wszystko ma znaczenie. Właśnie dlatego nie wierzę w uniwersalne rozwiązania żywieniowe dla wszystkich.
Moja dieta nie powstała w jeden dzień. Nie była efektem jednego planu, jednej konsultacji ani chwilowej motywacji. Budowałam ją stopniowo, przez kilka lat. Sprawdzałam, obserwowałam, wyciągałam wnioski. Uczyłam się, co naprawdę mi służy, po czym czuję się dobrze, co daje mi sytość, energię i stabilność, a co po prostu nie pasuje do mojego organizmu i stylu życia.
Zaczęło się od ćwiczeń siłowych
Punktem zwrotnym było rozpoczęcie przeze mnie ćwiczeń siłowych. Wtedy zrozumiałam, że jedzenie ma nie tylko zaspokajać głód, ale też wspierać regenerację i budowę mięśni. Zaczęłam więc zwiększać ilość białka w diecie, które wspiera utrzymanie i rozwój masy mięśniowej. Dodatkowo lepiej syci niż wiele produktów węglowodanowych, więc ten kierunek okazał się naturalny i satysfakcjonujący dla mnie. Ponieważ nie chciałam zwiększać całkowitej kaloryczności, większa ilość białka musiała oznaczać ograniczenie węglowodanów, które nie są dla naszych organizmów tak kluczowe jak białka i tłuszcze.
Dalsze ograniczenie węglowodanów
To właśnie węglowodany stopniowo zaczęły ustępować miejsca najpierw większej ilości białka, a następnie tłuszczy. Węglowodany nie są oczywiście złe co do zasady, ale nasze ciała nie potrzebują ich wcale tak dużo do prawidłowego funkcjonowania, bowiem węglowodany są do zasady źródłem energii. Dlatego uznałam je za mniej istotne. Z czasem wyeliminowałam z codziennego jadłospisu chleb, kasze, ryż i makarony, także pełnoziarniste. Zostawiłam tylko te węglowodany, które naprawdę lubię i które dobrze się u mnie sprawdzają, czyli owoce. To był ważny moment, bo przestałam jeść coś tylko dlatego, że jest uznawane za zdrowe. Zaczęłam wybierać to, co rzeczywiście pasuje do mnie.
Tłuszcze
Kolejnym etapem było zwiększenie ilości tłuszczów w diecie. Zaczęłam patrzeć na nie nie tylko przez pryzmat kaloryczności, ale przede wszystkim funkcji, jakie pełnią w organizmie. Tłuszcze są potrzebne między innymi do prawidłowej pracy układu hormonalnego oraz wchłaniania wielu witamin. U mnie wyglądało to tak, że aby zachować podobny bilans energetyczny zwiększając ilość tłuszczu, jeszcze więcej ograniczyłam produkty węglowodanowe, pozostając w zasadzie tylko przy owocach i płatkach owsianych, które jem przed treningiem siłowym (traktując je jako źródło energii). Nie była to nagła zmiana, tylko stopniowe przesuwanie proporcji między białkiem, tłuszczami i węglowodanami. Dzięki temu mogłam spokojnie obserwować, jak reaguje mój organizm.
Moje okienko
Najważniejsze było dla mnie to, żeby stworzyć sposób odżywiania, który da się utrzymać w normalnym życiu. Nie chciałam być ciągle na restrykcyjnej diecie. Chciałam jeść w sposób uporządkowany, ale realny. Dlatego nie jem na co dzień słodyczy, ale mam swoje zamienniki jak zdrowe batony i gorzką czekoladę. Zostawiłam sobie też miejsce na elastyczność. Raz w tygodniu jem lody. To pokazuje, że dobrze ułożona dieta nie musi oznaczać sztywności. Powinna być rozsądna i możliwa do utrzymania przez lata.
Możesz stworzyć własną dietę
Wiem, że nie stworzyłam diety idealnej dla wszystkich. Stworzyłam dietę odpowiednią dla siebie. I właśnie dlatego działa. Jest dopasowana do mojego organizmu, preferencji, aktywnego stylu życia i celów treningowych. Uważam, że to najlepsze podejście do żywienia. Nie kopiować cudzych schematów, tylko budować własne rozwiązania na podstawie wiedzy, obserwacji i doświadczenia.
Jeśli potrzebujesz wsparcia w ułożeniu takiego sposobu odżywiania, mogę w tym pomóc. Pomagam budować dietę skrojoną pod konkretną osobę, jej codzienność, cele, upodobania i możliwości. Taką, która nie opiera się na ciągłych ograniczeniach, tylko na rozsądnych zasadach i jedzeniu, które po prostu da się lubić. Bo najlepsza dieta to ta, którą można utrzymać przez całe życie.